Sprzęt rolniczy używanyMaszyny rolnicze używane

Agregat bezorkowy: używany zachodni czy nowy polski? Co wybrać do gospodarstwa?

Za 40–50 tys. zł można dziś kupić kilku- lub kilkunastoletniego Horscha, Väderstada czy Kuhna albo postawić na nową maszynę polskiej produkcji. Sprawdzamy ceny, wyposażenie i stan używanych maszyn oraz podpowiadamy, jaki agregat bezorkowy może być lepszym wyborem dla gospodarstwa.

Agregat bezorkowy o szerokości około 3 m jest dziś jedną z podstawowych maszyn uprawowych w wielu gospodarstwach. Może służyć zarówno do płytkiej uprawy ścierniska, jak i do głębszego spulchniania gleby przed siewem. Wybór jest ogromny, ale przy budżecie około 40–50 tys. zł pojawia się szczególnie ciekawy dylemat. Za podobne pieniądze można kupić używaną maszynę renomowanego zachodniego producenta albo fabrycznie nowy agregat bezorkowy wyprodukowany w Polsce.

Vaderstad Cultus 300 12 fot. Tomasz Kuchta
Wykonywaliśmy uprawę z prędkością ok. 11 km/h. Był to praktycznie kres możliwości 220-konego ciągnika fot. Tomasz Kuchta

Przejrzeliśmy aktualne oferty Horsch Terrano 3 FX, Väderstad Cultus 300, Kuhn Cultimer, Pöttinger Synkro, Amazone Cenius i Lemken Karat, a następnie porównaliśmy je z nowymi maszynami Agro-Masz, Mandam, Rolmako i Landstal. Ceny pokazują, że granica pomiędzy tymi dwoma światami jest dziś wyjątkowo cienka.

Używane zachodnie agregaty bezorkowe. Co oferuje rynek?

W przejrzanych przez nas ogłoszeniach dominują 3-metrowe agregaty bezorkowe wyposażone w trzy rzędy zębów oraz zabezpieczenia typu Non-Stop. Dotyczy to zarówno Horsch Terrano 3 FX i Väderstad Cultus 300, jak i Kuhn Cultimer czy Pöttinger Synkro. Najczęściej są to zabezpieczenia sprężynowe, których zadaniem jest odchylenie zęba po trafieniu na kamień i jego automatyczny powrót do pozycji roboczej. Za zębami pracują talerze wyrównujące, a całość zamyka wał. W zależności od producenta i konkretnej konfiguracji spotykamy m.in. wały RollFlex w Horschu, SteelRunner w Väderstadzie czy T-Ring w Kuhnie. Część młodszych maszyn ma również hydrauliczną regulację głębokości pracy lub ustawienia wału. W ofertach pojawiają się też Amazone Cenius i Lemken Karat, które konstrukcyjnie wpisują się w ten sam segment cięższych, uniwersalnych kultywatorów do uprawy ścierniska i głębszego spulchniania gleby.

W używanym agregacie szczególnie warto sprawdzić zużycie zębów i elementów roboczych oraz luzy na ich mocowaniach i zabezpieczeniach. Fot. OLX.pl
W używanym agregacie szczególnie warto sprawdzić zużycie zębów i elementów roboczych oraz luzy na ich mocowaniach i zabezpieczeniach. Fot. OLX.pl

Stan oferowanych maszyn jest bardzo zróżnicowany. Najstarsze egzemplarze z pierwszej dekady XXI wieku kosztują około 32–40 tys. zł i widać już na nich normalne ślady wieloletniej eksploatacji: ubytki lakieru, powierzchniową korozję elementów roboczych czy zużycie dłut i talerzy. Jednocześnie w wielu ogłoszeniach sprzedający mocno podkreślają brak spawów, oryginalny lakier, brak luzów na sworzniach czy pracę od nowości w jednym gospodarstwie. Tak opisywane są m.in. niektóre Väderstady Cultus, Kuhny Cultimer czy Pöttingery Synkro. W droższych ofertach pojawiają się nowe lub prawie nowe elementy robocze, dłuta z węglikiem, dodatkowe podcinacze czy zadbane wały. Za takie egzemplarze trzeba już jednak zapłacić około 50–60 tys. zł, a młode Cultusy czy Cultimery potrafią kosztować 75–80 tys. zł. Pokazuje to, że w przypadku zachodniego agregatu bezorkowego sam rocznik nie decyduje o cenie. Duże znaczenie mają stan ramy, zużycie elementów roboczych, kompletność wyposażenia, rodzaj wału oraz kondycja całego układu regulacji.

Nowy polski agregat bezorkowy za podobne pieniądze

I właśnie tutaj pojawia się najważniejszy argument po stronie nowych maszyn polskiej produkcji. Oferty dealerów pokazują, że 3-metrowy agregat bezorkowy można znaleźć obecnie w przedziale około 39–47 tys. zł netto. W tym budżecie pojawiają się m.in. Agro-Masz Runner, Mandam SPEC, Rolmako U436 Premium czy Landstal Skimmer APB. Cenowo trafiają więc dokładnie w obszar, w którym szukamy kilku- lub kilkunastoletniego Horscha Terrano, Väderstada Cultus, Kuhna Cultimer czy Pöttingera Synkro.

Przy zakupie nowej polskiej maszyny wszystkie elementy robocze, łożyska, sworznie i punkty regulacyjne zaczynają pracę bez wcześniejszego zużycia. Fot. K. Poniatowski
Przy zakupie nowej polskiej maszyny wszystkie elementy robocze, łożyska, sworznie i punkty regulacyjne zaczynają pracę bez wcześniejszego zużycia. Fot. K. Poniatowski

Pod względem konstrukcji polskie maszyny również coraz mocniej zbliżają się do rozwiązań stosowanych przez zachodnich producentów. Mandam SPEC 3.0 HD ma 10 zębów pracujących na zabezpieczeniu Non-Stop z podwójnymi sprężynami, osiem talerzy wyrównujących oraz możliwość zastosowania różnych wałów, w tym V-ring o średnicy 600 mm. Rolmako U436 Premium również wykorzystuje 10 zębów w trzech rzędach, podwójne zabezpieczenia sprężynowe i osiem talerzy, a dodatkowo oferuje hydrauliczną regulację głębokości. Agro-Masz Runner ma podobny układ 10 zębów i ośmiu talerzy oraz hydrauliczną regulację wału, natomiast Landstal Skimmer APB 300 pracuje na 10 łapach rozmieszczonych co 30 cm i może być wyposażony w ciężki wał daszkowy 600 mm.

Ważna jest też deklarowana współpraca z ciągnikami. W przypadku 3-metrowych polskich agregatów producenci najczęściej wskazują zapotrzebowanie od około 110–120 KM w górę. Agro-Masz dla Runnera podaje około 110–140 KM, Landstal dla APB 300 około 120–170 KM, natomiast Mandam SPEC HD wymaga przynajmniej około 130 KM. Oczywiście rzeczywiste zapotrzebowanie zależy od gleby, głębokości pracy, zastosowanych dłut i prędkości, ale zakres pokazuje, że są to maszyny kierowane dokładnie do tej samej grupy gospodarstw co 3-metrowe Terrano, Cultus czy Cultimer.

Polscy producenci wykonali przy tym w ostatnich latach duży postęp w zakresie obsługi. Hydrauliczna regulacja głębokości, skale ułatwiające powtarzalne ustawienie maszyny, bezobsługowe piasty talerzy czy szeroki wybór wałów nie są już czymś zarezerwowanym dla najdroższych zachodnich konstrukcji. Również geometria zębów i możliwość wyposażenia ich w skrzydełka do płytkiej uprawy sprawiają, że pod względem sposobu pracy nowe polskie agregaty coraz trudniej określić jako uproszczoną alternatywę dla maszyn zachodnich.

Największa przewaga nowej maszyny nie mieści się w tabeli

Pozostaje jednak kwestia, której nie pokazuje katalog. Nowy agregat ma nowe dłuta, talerze, sprężyny, łożyska, sworznie i tuleje. Wszystkie punkty regulacyjne mają fabryczne pasowanie, a hydrauliczna regulacja głębokości czy położenia wału zaczyna pracę bez luzów powstałych podczas kilku czy kilkunastu sezonów.

Przy oględzinach używanego Horscha trzeba zwrócić uwagę nie tylko na ramę, ale również na stan wału, łożysk, talerzy i wszystkich punktów regulacyjnych. Fot. OLX.pl
Przy oględzinach używanego Horscha trzeba zwrócić uwagę nie tylko na ramę, ale również na stan wału, łożysk, talerzy i wszystkich punktów regulacyjnych. Fot. OLX.pl

W używanej maszynie nawet bardzo solidna rama może nadal być w świetnym stanie, ale zużyciu podlegają jej mniejsze elementy. Wypracowane sworznie i tuleje powodują luzy, otwory regulacyjne mogą być rozbite, sprężyny zabezpieczenia Non-Stop mają za sobą tysiące cykli, a łożyska talerzy i wału wiele sezonów pracy w pyle i wilgoci. Do tego dochodzą dłuta, skrzydełka oraz talerze, których wymiana przy kompletnym zużyciu potrafi wyraźnie podnieść rzeczywisty koszt zakupu.

Szczególnie istotny jest stan regulacji. Agregat bezorkowy może mieć na ramie znane logo i nadal poprawnie pracować, ale jeśli mechanizm ustawiania głębokości ma duże luzy, wał nie prowadzi maszyny równomiernie albo talerze nie dają się precyzyjnie ustawić, trudno wykorzystać pełne możliwości konstrukcji. A właśnie prawidłowa regulacja decyduje o utrzymaniu jednakowej głębokości, wyrównaniu powierzchni, zapotrzebowaniu na moc i ostatecznym efekcie pracy.

Steyr_kultywator2_Tomasz Kuchta
Głęboka uprawa została wykonana klasycznym kultywatorem 3-belkowym Mandam Top 3,0 fot. Tomasz Kuchta

Dlatego przy podobnym budżecie wybór staje się naprawdę ciekawy. Używany Horsch, Väderstad, Kuhn, Pöttinger, Amazone czy Lemken może oferować sprawdzoną konstrukcję i dobrą wartość na rynku wtórnym. Nowy Agro-Masz, Mandam, Rolmako czy Landstal zaczyna natomiast eksploatację bez zużycia, z nowymi elementami roboczymi i w wielu przypadkach z gwarancją producenta. Przy cenach znajdujących się często w tym samym przedziale decyzja przestaje być więc prostym wyborem pomiędzy „lepszą zachodnią” i „tańszą polską” maszyną.

Łukasz Siara

redaktor TRAKTOR24.pl

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button