Elektryczna ładowarka teleskopowa nadal budzi w rolnictwie więcej pytań niż odpowiedzi. Podczas prezentacji modelu Manitou MLT 625 e poznaliśmy argumenty producenta dotyczące pracy takiej maszyny w gospodarstwie i mieliśmy okazję sprawdzić ją podczas krótkich jazd pokazowych.

Elektryczna ładowarka teleskopowa jeszcze kilka lat temu była w rolnictwie bardziej ciekawostką niż realną alternatywą dla klasycznej maszyny z silnikiem Diesla. Dziś producenci coraz śmielej wchodzą jednak w ten segment. Jednym z takich modeli jest Manitou MLT 625 e – kompaktowa elektryczna ładowarka teleskopowa o udźwigu 2,5 t i wysokości podnoszenia 5,9 m. Podczas prezentacji i jazd pokazowych sprawdziliśmy nie tylko dane techniczne, ale przede wszystkim koncepcję pracy tej maszyny, jej ograniczenia oraz rozwiązania, które mają wpływać na decyzję o zastosowaniu w gospodarstwie.
Już po pierwszych minutach prezentacji było jasne, że Manitou nie chce pozycjonować modelu MLT 625 e wyłącznie jako „elektrycznego wózka do hali”. Producent mocno podkreślał, że maszyna ma wykonywać również cięższe prace charakterystyczne dla gospodarstw rolnych, warzywniczych czy sadowniczych.
Manitou MLT 625 e wyposażono w akumulator litowo-jonowy o pojemności 34,8 kWh oraz instalację pracującą pod napięciem 100 V. Sama bateria ma pojemność 348 Ah, natomiast silnik trakcyjny rozwija 40 kW mocy.

Podczas prezentacji bardzo mocno akcentowano właśnie parametr napięcia roboczego. Według przedstawicieli marki przy porównywaniu elektrycznych ładowarek teleskopowych nie powinno się patrzeć wyłącznie na pojemność akumulatora wyrażoną w kWh. Znaczenie ma również napięcie instalacji. W trakcie szkolenia zwracano uwagę, że konkurencyjne maszyny wykorzystujące instalację 80 V mogą oferować wyraźnie niższą wydajność pracy mimo zbliżonej pojemności baterii.
Sama konstrukcja ładowarki pozostaje bardzo zbliżona do klasycznej MLT 625. Producent zachował hydrauliczną architekturę układu napędowego znaną z wersji spalinowej. Zmianą jest przede wszystkim zastąpienie silnika Diesla układem elektrycznym oraz integracja baterii pod wysięgnikiem maszyny.
Podczas pokazów wielokrotnie podkreślano, że elektryczna ładowarka teleskopowa Manitou ma pracować nie tylko przy paletach czy skrzyniach. Producent wskazywał zastosowania związane z załadunkiem warzyw, pracą w budynkach inwentarskich, obsługą gospodarstw sadowniczych czy pracami przeładunkowymi w gospodarstwach wykorzystujących już flotę elektrycznych wózków widłowych.

Parametry robocze pozostają typowo „rolnicze”. Maksymalny udźwig wynosi 2500 kg, wysokość podnoszenia 5,9 m, a maksymalny wysięg 3,3 m. Ładowarka osiąga 20 km/h prędkości jazdy.
Podczas jazd pokazowych zwracała uwagę bardzo płynna reakcja układu napędowego przy manewrowaniu oraz charakterystyczna dla elektryków cisza pracy. Jednocześnie producent przyznaje wprost, że ograniczenie prędkości do 20 km/h wynika z kompromisu pomiędzy osiągami a żywotnością baterii. W trakcie prezentacji wspominano, że wcześniejsze testy prowadzono przy prędkości około 30 km/h, jednak odbywało się to kosztem czasu pracy maszyny.
Jednym z najciekawszych wątków prezentacji był temat chłodzenia układów elektrycznych. Manitou podkreślało, że w przypadku cięższych prac sama obecność napędu elektrycznego nie wystarcza. Kluczowe staje się utrzymanie odpowiednich temperatur hydrauliki oraz silników elektrycznych.
Model MLT 625 e wykorzystuje osobne układy chłodzenia hydrauliki i napędów. Według producenta ma to stanowić jedną z głównych różnic względem części konkurencyjnych konstrukcji bardziej zbliżonych do przemysłowych ładowarek kompaktowych.
Sama bateria została przetestowana w temperaturach od -20 do +50°C, choć optymalna temperatura pracy wynosi około 20°C. Producent zaznacza jednocześnie, że automatyczne podgrzewanie akumulatora znajduje się w wyposażeniu standardowym. Przy temperaturach poniżej -20°C lub powyżej +50°C urządzenie może przestać pracować.
To właśnie temat ładowania był jednym z najczęściej poruszanych podczas prezentacji. Manitou wyraźnie zaznacza, że ta elektryczna ładowarka teleskopowa nie została zaprojektowana do pracy w schemacie „rozładuj do zera i naładuj do 100%”.
Producent zaleca utrzymywanie poziomu naładowania pomiędzy 30 a 80%. Według przedstawicieli marki właśnie taki sposób użytkowania ma najkorzystniej wpływać na żywotność baterii.
Ładowarka posiada zintegrowaną ładowarkę 9 kW i może być ładowana zarówno z instalacji 220 V, jak i 380 V. Przy napięciu 220 V pełne ładowanie od 0 do 100% trwa około 11 godzin, natomiast przy 380 V około 4 godzin. Producent zwracał jednak uwagę, że do osiągnięcia około 80% pojemności potrzeba wyraźnie mniej czasu. W materiałach pokazano również opcję szybkiego ładowania 40 kWh.
Podczas prezentacji pojawił się również temat zachowania maszyny przy niemal rozładowanym akumulatorze. Według przedstawicieli producenta ładowarka nie odcina całkowicie możliwości jazdy po osiągnięciu niskiego poziomu energii.
Przy około 10% poziomu baterii system stopniowo ogranicza funkcje hydrauliczne oraz dezaktywuje tryb boost. Maszyna nadal pozwala jednak operatorowi przemieścić się do punktu ładowania. Producent podkreślał, że rozwiązanie ma zapobiegać sytuacji, w której całkowicie rozładowana ładowarka pozostaje unieruchomiona na placu lub w polu.
Ciekawie wygląda również procedura awaryjnego przemieszczenia maszyny po całkowitym rozładowaniu akumulatora. Podczas prezentacji pokazano rozwiązanie pozwalające na mechaniczne zwolnienie hamulca postojowego. Przy przednim moście znajduje się dostęp do śruby współpracującej ze specjalną podkładką w kształcie litery U. Po jej zdjęciu i odpowiednim dokręceniu śruby możliwe jest rozluźnienie hamulca, a tym samym przeholowanie ładowarki do punktu ładowania. To rozwiązanie przewidziano już typowo na sytuacje krytyczne, związane z całkowitym rozładowaniem baterii.

Producent nie unikał również tematów niewygodnych. Podczas szkolenia wprost mówiono o wpływie klimatyzacji i ogrzewania na zużycie energii. Według danych przedstawianych podczas prezentacji klimatyzacja może pochłaniać nawet około 17–20% dostępnej energii akumulatora. To właśnie dlatego część wyposażenia znanego z wersji spalinowych została w modelu elektrycznym ograniczona lub przeniesiona do opcji dodatkowych. Dotyczy to m.in. dodatkowego oświetlenia roboczego czy rozbudowanego wyposażenia sterowania – mowa o zmianie trybów jazdy.

Wśród opcji znajdują się m.in. kamera tylna, aktywne zawieszenie wysięgnika CRC, hydraulika ciągłego przepływu, biodegradowalny olej hydrauliczny klasy 32 czy szybka ładowarka 40 kWh.
Interesująco wygląda również kwestia serwisowania maszyny. Producent zaznacza, że zwykły operator nie potrzebuje dodatkowych uprawnień do codziennej pracy ładowarką. Inaczej wygląda jednak kwestia obsługi części wysokonapięciowej. Podczas prezentacji podkreślano konieczność posiadania odpowiednich uprawnień SEP przez mechaników mających pracować przy układach elektrycznych maszyny. Dotyczy to przede wszystkim elementów oznaczonych przewodami wysokiego napięcia. Manitou udziela na maszynę 2-letniej gwarancji lub 2000 godzin pracy, natomiast bateria objęta jest gwarancją na 5 lat lub 3000 godzin pracy.
Nie da się jednak ukryć, że największym wyzwaniem dla elektrycznej ładowarki teleskopowej nadal pozostaje cena zakupu. Z informacji pojawiających się podczas prezentacji wynika, że model MLT 625 e kosztuje obecnie około 40% więcej niż klasyczna spalinowa wersja MLT 625.
Producent nie ukrywa zresztą, że obecnie zakup takich maszyn bardzo często powiązany jest z różnego rodzaju programami dotacyjnymi lub inwestycjami związanymi z ograniczaniem emisji w gospodarstwach oraz zakładach przetwórczych. Podczas szkolenia wielokrotnie wracano również do tematów związanych z dokumentacją potwierdzającą niskoemisyjność maszyny oraz możliwością wyposażenia jej w biodegradowalny olej hydrauliczny klasy 32.
Sam „myk” tej konstrukcji wydaje się jednak leżeć gdzie indziej. Aby ograniczyć zużycie energii i wydłużyć czas pracy na jednym ładowaniu, producent po prostu zrezygnował z części wyposażenia lub przeniósł je do listy opcji dodatkowych. W praktyce oznacza to, że elektryczna ładowarka teleskopowa ma być przede wszystkim możliwie efektywna energetycznie, nawet kosztem części elementów wyposażenia znanych z bogatszych wersji spalinowych.
Autor: Łukasz Siara,
redaktor TRAKTOR24.pl