Grator produkowany jest w szerokościach roboczych wynoszących od 3 do 12 m. Dwa największe modele, czyli 9- i 12-mertowy, to narzędzia półzawieszane z wózkami jezdnymi. Mniejsze o szerokościach 3 / 4,5 / 6 m, zawieszane są na TUZ ciągnika.
Pierwszym polskim użytkownikiem agregatu Maschio Gaspardo Grator jest Tomasz Kocięba z miejscowości Kolonia Łazanów w woj. łódzkim. Prowadzi on gospodarstwo pokoleniowe, w którym rozpoczynał pracę w roku 2000, zaraz po ukończeniu studiów rolniczych. Stadko krów liczyło wtedy 8 sztuk, a powierzchnia pól wynosiła 17 ha. Obecnie uprawia 150 ha, a stado krów liczy 430 sztuk.

– Specjalizujemy się w hodowli bydła mlecznego. To nie tylko produkcja mleka, ale również hodowla. Uczestniczymy w krajowych i zagranicznych wystawach zwierząt hodowlanych. Głównym źródłem dochodu jest sprzedaż mleka od 220 krów. W roku 2024 średnia wydajność produkcji mleka wyniosła około 12 500 l od sztuki. Wymaga to pozyskiwania corocznie dużej ilości pasz, dlatego produkcja roślinna pozostaje w gospodarstwie jako pasza dla bydła. Główną rośliną uprawną jest kukurydza, której areał wynosi ponad 80 ha. Duży areał zajmują również trawy na gruntach ornych i lucerna, a pozostały zboża. Agregat Maschio Gaspardo Grator kupiliśmy z myślą o uprawie przed siewem kukurydzy i traw – wyjaśnia rolnik.
Podczas naszej wizyty na początku września 2025 r., agregat nie miał jeszcze okazji się wykazać, bo trafił do gospodarstwa niespełna miesiąc wcześniej. Za to mieliśmy okazję zrecenzować to narzędzi podczas pracy polowej. Od razu zaznaczamy, że agregat Maschio Gaspardo Grator 600 zagregowany był z ciągnikiem mającym nadmiar mocy. Za kierownicą Fendt 724 Vario zasiadł Bartek Kocięba, który pomaga tacie w prowadzeniu gospodarstwa. Producent podaje, że do tego agregatu wystarczy ciągnik mający 140-170 KM, czyli blisko 240 KM wystarczyło z dużą górką.

Przejazdy robocze były wykonywane celowo po raz drugi w tych samych miejscach, aby zniwelować wszechobecny pył z przesuszonej gleby. Dzięki temu mogliśmy uchwycić pracę agregatu i zaprezentować go na zdjęciach oraz w filmach.
Pierwszym elementem roboczym agregatu jest włóka, która w przypadku naszego pola nie miała co robić. Za to przyda się na glebie uprawianej bezpośrednio po orce. Recenzowany przez nas agregat miał ten element zamontowany na sztywno z łatwą regulacją wysokości poprzez przetyczki. Możliwa jest również zmiana kąta natarcia, ale wymaga to już przełożenia kilku śrub w inne otwory. Polecamy zamawianie tego elementu na zabezpieczeniu sprężynowym, które pozwala na odchylenie się włóki po uderzeniu w kamień.
Sercem agregatu jest pole zębów sprężystych zamontowanych na czterech belkach. W modelu 6-metrowym jest ich aż 61. Tomasz Kocięba wybrał redlice typu gęsiostópka, co pozwala na pełne podcięcie uprawianej powierzchni. Dostępne są jeszcze redlice proste i wąskie, które działają na glebę mniej agresywnie. Maksymalna głębokość pracy agregatu wynosi 10 cm.
Tylny punkt podparcia agregatu stanowi wał podwójny. Uprawioną glebę konsoliduje i częściowo rozdrabnia najpierw wał rurowy, a po nim płaskownikowy. Zmiana głębokości roboczej wymaga przełożenia sworzni, a zmiana kąta pracy wałów odbywa się za pomocą śrub wrzecionowych.

Podsumowując naszą recenzję agregatu Maschio Gaspardo Grator, zawracamy uwagę na jego klasyczną budowę. Nie ma w niej nic zaskakującego i dobrze wiadomo czego się po nim spodziewać. To sprawdzone narzędzie do uprawy przedsiewnej, które najlepiej sprawdza się na polu zaoranym. W innych warunkach jakość jego pracy zależy od ilości resztek pożniwnych, warunków wilgotnościowych i rodzaju gleby.
Pozostaje ocena jakości i trwałości agregatu Maschio Gaspardo Grator. Na to pytanie szczegółowo odpowie Tomasz Kocięba za kilka lat. Naszym zdaniem ocena będzie pozytywna, bo w tak prostym narzędziu po prostu nie co się zepsuć.
Autor: Krzysztof Płocki,
redaktor naczelny
TRAKTOR24.pl