
Przez ostatnie miesiące redakcyjne testowaliśmy funkcjonalność i użyteczność platformy SatAgro. Jak oceniamy jej obsługę z perspektywy czasu? Czy stworzenie mapy zmiennego wysiewu to zadanie możliwe do wykonania przez przeciętnego rolnika?
Czytaj dalej
Zanim przejdziemy do generowania map zmiennego dawkowania, najpierw musimy stworzyć obrysy pól. Dzięki temu precyzyjne maszyny będą „widziały” gdzie są granice działek, by np. niepotrzebnie nie przerzucać za nie nawozów sztucznych.
Użytkownicy SatAgro mogą dwojako podejść do tworzenia obrysów pól. Pierwszą opcją jest obrysowanie działek na podstawie zdjęć satelitarnych i lotniczych, drugą zaś stworzenie granic przy pomocy ciągnika z nawigacją rolniczą i późniejsze wyeksportowanie ich do platformy.
– takie oszczędności w zużyciu nasion kukurydzy wygenerował nam zmienny wysiew nasion w oparciu o mapy stworzone przez SatAgro.
Duże ułatwienie czeka tutaj dla użytkowników John Deere Operations Center oraz Trimble Connected Farm. W obu przypadkach granice możemy wgrać bezpośrednio z poziomu aplikacji, co jest bardzo wygodne.
Jak dowiedzieliśmy się, w praktyce coraz popularniejsza jest jeszcze trzecia droga zdefiniowania pól. Granice działek rolnych można wyeksportować z portalu eWniosek+ ARiMR i wysłać do SatAgro z prośbą aby ich analitycy na tej podstawie utworzyli obrysy. Dobrze by było gdyby w kolejnych etapach cyfryzacji takie dane z dało się automatycznie zintegrować z używanym w gospodarstwie systemem zarządzania uprawami.
My w czasie naszego testu własnoręcznie dodaliśmy granice pól na podstawie zdjęć satelitarnych i lotniczych z Geoportalu, dostepnych poprzez platformę SatAgro. Obawiając się o ich dokładność w późniejszym czasie granice stworzyliśmy raz jeszcze za pomocą ciągnika wyposażonego w nawigację rolniczą. W dalszej kolejności nowe granice przesłaliśmy do doradcy SatAgro, aby dokonać ich podmiany.

Jak się jednak okazało, granice zaledwie jednego pola na kilkadziesiąt wymagały zamiany. Pozostałe bowiem w dużym stopniu pokrywały się z poprzednimi. Z naszej perspektywy możemy więc zarekomendować skrupulatne stworzenie granic pól w SatAgro. Wydaje nam się, że choć praca doradcy poszła bardzo sprawnie, to również i w tym przypadku przydałaby się opcja podmiany granic bez konieczności angażowania pracowników SatAgro.
Czy był to odosobniony przypadek, a może pewna powtarzająca się prawidłowość?
– Obszar uprawy w pewnym stopniu zmienia się co roku – fragmenty wypadają, bo np. będzie za mokro, pojawią się szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę, czy granice się nieco przesuną itd. Dlatego priorytetem powinno być aktualizowanie granic w takich wypadkach. Sprawą drugorzędną jest sposób ich utworzenia. Sytuacja, która wystąpiła w czasie testu redakcyjnego dobitnie pokazuje, że skrupulatne samodzielne wyrysowanie granic na platformie zapewni wystarczającą dokładność przy późniejszych zabiegach precyzyjnych – tłumaczy Przemysław Żelazowski, założyciel SatAgro i dyrektor ds. rozwoju.
Użytkownicy platformy SatAgro mogą tworzyć mapy zmiennego dawkowania na wiele sposobów. My w czasie naszego testu korzystaliśmy zarówno z map bazujących na zdjęciach satelitarnych, jak również z map biorących pod uwagę zasobność gleby w składniki pokarmowe.
Najłatwiejsze i najszybsze jest naszym zdaniem bazowanie na zdjęciach satelitarnych, na podstawie których wyliczany jest indeks kondycji roślin. Miejsca, które zachowują intensywnie zielony kolor przez dłuższy czas mają wyższy potencjał plonotwórczy. Wynika to z lepszego magazynowania składników odżywczych i wody w glebie na danym fragmencie pola.’

W ten sposób tworzyliśmy mapy dla zmiennego wysiewu nawozów azotowych, nawozów wieloskładnikowych oraz nasion. Musimy zaznaczyć, że sam proces tworzenia map był dość prosty, a bardzo pomocne okazały się rozbudowane filmy instruktażowe, które SatAgro przygotowało we wszystkich najważniejszych tematach. Wprawionemu użytkownikowi wygenerowanie jednej mapy i przesłanie jej do terminala w ciągniku powinno zająć od kilku, do maksymalnie kilkunastu minut.
Podczas naszego testu przygotowaliśmy mapy zmiennego wysiewu nasion kukurydzy na wielu polach. Dla przykładu, na polach charakteryzujących się największą zmiennością glebową mogliśmy uzyskać oszczędność w wykorzystaniu nasion kukurydzy od 5, przez 9 do nawet 13 proc., względem uśrednionych dawek, jakie zastosowalibyśmy bez systemu zmiennego wysiewu. Były to pola, gdzie wysiewaliśmy od 55 do 80 tys. nasion na hektar.

Pamiętajmy, że na tym nie kończą się zyski. Zmienna obsada roślin pozwala na wyciśnięcie maksimum potencjału z każdego fragmentu gleby, to jednak będzie nam ciężko wyliczyć, bo nie dysponujemy systemem pomiaru plonu w kombajnie.
Widzimy jednak, że w miejscach najsłabszych glebowo, gdzie wysiane zostały rekordowo niskie dawki nasion i nawozów, rośliny kukurydzy w ogóle wykształciły kolby, co w ubiegłych latach nie było takie oczywiste. W poprzednich sezonach pola te obsiewane były stałą, obniżoną dawką – cierpiały na tym mocniejsze fragmenty gleby, bo miały niewystarczającą obsadę i nawożenie, jak również te najsłabsze – uśrednione dawki nasion i nawozów i tak były limitowane przez zdolności gleby do magazynowania wody.

Bardzo zbliżone obserwacje dotyczą wysiewu nawozów sztucznych. Tutaj mieliśmy do czynienia z oszczędnościami dobijającymi do 10 proc., względem uśrednionej dawki, jaką zastosowalibyśmy bez zmiennego wysiewu.
Odnosimy wrażenie, przynajmniej bazując na własnych doświadczeniach, że największe oszczędności uzyskamy tam, gdzie mamy do czynienia z mozaikowatą glebą. A co w przypadku jednolitych pod względem glebowym pól? O jakich korzyściach możemy tutaj mówić?

– Często pomimo osiąganych w miarę równych plonów z danych pól i tak okazuje się, że mamy do czynienia ze zróżnicowaniem zasobności glebowej. Zasadne zatem w takich przypadkach jest stosowanie zmiennego dawkowania nawozów fosforowych i potasowych w oparciu o mapy zasobności glebowej – dodaje Żelazowski.
Bardziej zaawansowaną alternatywą w kontekście stosowania nawozów wieloskładnikowych jest stworzenie map aplikacyjnych bazujących na mapach zasobności glebowej w poszczególne składniki, a najlepiej na uwzgledniających je precyzyjnych planach nawożenia, które są specjalnością SatAgro. Jak można bowiem zauważyć, zdjęcia satelitarne nie są w stanie ukazać zasobności poszczególnych składników w glebie, tylko jej ogólną produktywność. Tutaj niezbędne będzie przeprowadzenie stosownych badań gleby.

W tym celu platforma SatAgro udostępnia swoim użytkownikom moduł usprawniający pobieranie prób glebowych. Na czym to konkretnie polega? Pola w oparciu o strefy zarządzania utworzone wcześniej na wybranych przez nas źródłach, np. zdjęciach satelitarnych, czy mapie plonów, dzielone są zgodnie z naszymi wytycznymi na sektory, z których osobno powinniśmy pobierać próby glebowe. System bowiem domniema, że w obrębie każdej z tych stref mamy do czynienia z jednorodną jednostka gleby, co pozwala uniknąć sytuacji, w której próba zbiorowa zawiera różne gleby pomieszane w nieznanych proporcjach .
To jednak nie koniec wsparcia ze strony SatAgro. Otóż dzięki aplikacji mobilnej możemy znajdując się na polu podglądać za pomocą smartfona nasze położenie względem stworzonych stref. W ogromnym stopniu ułatwia to pobieranie próbek glebowych z dokładnie podpowiedzianych przez system miejsc.

W dalszej kolejności otrzymane z laboratorium wyniki badań wprowadzamy do platformy i na ich podstawie możemy planować precyzyjne nawożenie, które uwzględnia zmienne zasobności poszczególnych składników. To rodzi kolejne oszczędności i uwalnia dodatkowy potencjał drzemiący w naszych glebach.
Potencjalnie jest to bardzo przydatne narzędzie do weryfikowania, jak się mają koszty w zestawieniu do przychodów w rozbiciu na poszczególne pola, uprawy i lata. No dobrze, ale czy jest to rozwiązanie wyłącznie dla największych gospodarstw dysponujących nowoczesnymi kombajnami wyposażonymi w czujniki plonu?

– W żadnym wypadku. Nawet bez różnicowania plonu na polach ciekawie może wypaść porównanie dochodowości różnych upraw prowadzonych na danym polu w kolejnych latach. Dodatkowo warto wspomnieć, że mamy możliwość przybliżania plonów na podstawie stref plonowania. Wystarczy wprowadzić całkowity plon wywieziony z danego pola. Nasze oprogramowanie samo stworzy wówczas obraz zróżnicowanego plonowania na całej działce – podsumowuje Żelazowski.
Możemy się spodziewać, że moduł rentowności będzie dopiero zyskiwał na popularności w kolejnych latach. Jego prowadzenie wymaga nieco zaangażowania – choćby w skrupulatne ewidencjonowanie i wprowadzania kosztów, ale nagrodą będzie odpowiedź na najbardziej nurtujące pytanie wśród rolników, a mianowicie: ile zarabiają na konkretnych uprawach oraz na poszczególnych działkach. A stąd już o krok do podejmowania decyzji lepszych dla naszego portfela.
Kilkumiesięczne doświadczenia z platformą SatAgro wprowadziły nasze gospodarstwo na ścieżkę rolnictwa precyzyjnego, z której nie widzimy już powrotu. Cały system, gdy patrzy się na niego z boku może przytłaczać i wydawać się skomplikowanym, ale w istocie tak nie jest.

Warto mieć na uwadze, że największe korzyści z SatAgro odniosą rolnicy gospodarujący na mozaikowatym terenie. Tutaj potencjalne, zsumowane oszczędności w niektórych przypadkach osiągną pułap kilkudziesięciu procent i to bez uszczerbku na plonach, ba, możemy się nawet spodziewać wzrostu plonu dzięki lepszemu wykorzystaniu potencjału tkwiącemu w niemal każdym metrze kwadratowym pola.
W czasie korzystania z SatAgro nieocenione okazały się filmy instruktażowe tworzone przez specjalistów tej marki. Gdy potrzebna nam była pomoc „na już”, zawsze mogliśmy liczyć na wsparcie któregoś z kilku dostępnych doradców. Wspomnijmy, że przy każdym kontakcie telefonicznym działaliśmy niejako incognito – chcieliśmy bowiem sprawdzić, jak wygląda wsparcie przeciętnego rolnika. Za to do SatAgro kierujemy nasze słowa uznania, bo uważamy, że brak profesjonalnego wsparcia przy tego typu systemach mógłby zniechęcić rolników do transformacji swoich gospodarstw w kierunku rolnictwa precyzyjnego.
Na koniec podkreślmy, że szczególnie cieszy nas fakt, iż tak przejrzyste, ergonomiczne w obsłudze i przede wszystkim skuteczne narzędzie zostało stworzone przez polską firmę. Często narzekamy, że nie możemy kupić polskiego ciągnika, czy polskiego kombajnu, przez co za każdym zakupem musimy wspierać firmy zagraniczne. Na szczęście w tym przypadku możemy sparafrazować słowa Mikołaja Reja i powiedzieć – Polacy nie gęsi i swoją platformę do rolnictwa precyzyjnego – mają.
Autor: Tomasz Kuchta,
dziennikarz TRAKTOR24.pl
oraz rolnik oceniający maszyny rolnicze
z praktycznego punktu widzenia