
Korzyści mechanicznego zwalczania chwastów jest naprawdę sporo. Niestety w wielu przypadkach choćby częściowe odejście od stosowania herbicydów jest trudne. Co więcej, zaawansowane maszyny tego typu są bardzo drogie. W rezultacie technologie te są rzadko spotykane. Może zatem warto zastanowić się nad dofinansowaniem takich inwestycji?
Czytaj dalej
Co do zasady chyba każdy zgodzi się, że jako rolnicy powinniśmy skupiać się na produkowaniu zdrowej żywności. Bo tego oczekuje od nas rynek. Jednym ze sposób na wywindowanie jakości tej żywności byłoby stopniowe odejście od odchwaszczania chemicznego, na rzecz zabiegów mechanicznych.
Aktualnie tego typu praktyki wdraża jedynie część rolników prowadzących produkcję ekologiczną. Z naszych informacji wynika, że nie wszyscy „rolnicy ekologiczni” idą w tym kierunku, a zamiast tego mocniej stawiają na późniejsze oczyszczanie zebranych nasion.
Takie działanie jednak już na starcie ogranicza plonowanie. Pozostawione w łanie chwasty skutecznie konkurują bowiem z roślinami uprawnymi o wodę i składniki pokarmowe. Poza tym czyszczenie, często wieloetapowe i kilkukrotne to zarówno spory koszt, ale i spore zaangażowanie czasowe.

W efekcie zbieramy niższe plony, a więc siłą rzeczy nasze płody rolne muszą być droższe, by cała produkcja była opłacalna. Pewną alternatywą byłoby wejście w technologie odchwaszczanie mechanicznego. Wielu rolników jednak już na starcie może zostać odstraszonych kosztami inwestycji początkowych.
Wyjaśnijmy od razu, że technologia mechanicznego zwalczania chwastów wcale nie musi być ukierunkowana jedynie na rolników ekologicznych. Istnieje spora grupa rolników konwencjonalnych, także zainteresowanych tego typu rozwiązaniami.

Po pierwsze znajdziemy w niej farmerów zajmujących się uprawą nietypowych gatunków roślin. W takim przypadku pula dostępnych herbicydów jest niezwykle ograniczona lub całkowicie zerowa. Na rynku można zaobserwować, że klienci coraz częściej stawiają na zakup niszowych nasion, ze względu na ich prozdrowotne korzyści. Wspomnijmy w tym miejscu chociażby nasiona lnu, ostropestu, czy konopi.
Pamiętajmy, że jeśli ze względu na brak rozwiązań w zakresie chemicznego odchwaszczania pewnych gatunków roślin będziemy zmniejszać ich zasiewy, to rynek nietolerujący próżni znajdzie sposoby, bo je zdobyć. W rezultacie pojawią się (często już są dostępne) nasiona importowane spoza granic Unii Europejskiej, gdzie rolnicy mają duże mniejsze restrykcje np. w zakresie stosowanych środków ochrony roślin.
Obserwując aktualne trendy w uprawie roślin możemy zauważyć, że coraz częściej rolnicy stawiają na rośliny wysiewane w szerokich rozstawach międzyrzędzi. Uprawy takie wybitnie nadają się do mechanicznego odchwaszczania.

Rzepak, soja, słonecznik, kukurydza, czy burak cukrowy to tylko najpopularniejsze spośród roślin często wysiewanych w rozstawie co 45 lub 75 cm. Jeśli do tego dodamy niszowe uprawy także prowadzone w szerokich międzyrzędziach, to z łatwością dostrzeżemy, że technologia ta ma w naszym kraju spory potencjał.
Nie odkryjemy Ameryki, mówiąc że największą przeszkodą w popularyzacji tej metody odchwaszczania są ceny maszyn. Nie chodzi tu nawet o same pielniki, czy chwastowniki, ale o całą infrastrukturę towarzyszącą – nawigacje umożliwiające wysoką dokładność przejazdu po tych samych ścieżkach, którymi wykonywano wysiew, czy o ciągniki dysponujące wąskimi kołami.
Dobrej klasy pielnik, czy chwastownik to nierzadko koszt ponad 100 tys. zł netto. Jeśli chcielibyśmy postawić na maszyny wyposażone w czujniki i kamery naprowadzające sekcje między rzędami, to bez problemu dobijemy do 200, a nawet 300 tys. zł netto. To pokazuje, że bez odpowiedniego wsparcia ze strony ARiMR, technologia ta choć bardzo przydatna i przyszłościowa znajduje się poza zasięgiem rolników. A wcale tak nie musiałoby być.
Autor: Tomasz Kuchta,
dziennikarz TRAKTOR24.pl
oraz rolnik oceniający maszyny rolnicze
z praktycznego punktu widzenia