
Stefan Majewski uprawiał pola klasycznie i jak wszyscy wykonywał orkę. W takich realiach gospodarowania dorastał jego syn Grzegorz, który pracując ciągnikiem z pługiem, z roku na rok zauważał wzrost zapotrzebowania na moc. Był to jeden z powodów rozpoczęcia przez rolników poszukiwań innego sposobu uprawy gleby.
Początkowo do gospodarstwa Majewskich trafił ciężki kultywator do głębokiej uprawy całopowierzchniowej. Był to pierwszy krok, który doprowadził do całkowitego odejścia od uprawy płużnej. Na drodze tej w roku 2016 pojawiły się również doświadczenia z pracy agregatem Väderstad Top-Down do uprawy głębokiej. Od razu zauważono korzyści w postaci rozluźnienia gleby.

– Z roku na rok zwiększaliśmy powierzchnię uprawy bezpłużnej. Przełom nastąpił w roku 2021, w którym definitywnie zrezygnowaliśmy z pługa i od razu wykonaliśmy głęboszowanie wszystkich pól. Uprawiałem pola całopowierzchniowo, głęboszowałem i siałem maszyną Väderstad Spirit. Zauważyłem, że gleba zaczyna zmieniać się na lepsze. Poprawiły się stosunki wodno-powietrzne, co zauważałem po szybkości wsiąkania wody po ulewnych deszczach. Uprawa gleby też była łatwiejsza i ciągnik miał zdecydowanie lżej – wspomina Grzegorz Majewski.
W roku 2023 na testy do gospodarstwa trafiły maszyny do uprawy w ramach technologii Strip-Till. Były to siewniki marek Czajkowski i Claydon. Zasiano nimi rzepak i dla jeszcze szerszego porównania oceny stanu roślin, odnoszono się do klasycznego siewu za pomocą siewnika Väderstad Spirit.
– W październiku wykopaliśmy rośliny i porównaliśmy ich pokroje. Zdecydowanie lepiej wyglądały po siewie pasowym i od razu widać to było gołym okiem. Zapewne pomogło w tym umieszczenie nawozów za łapami pracującymi na głębokości ponad 20 cm, a nie płytko zaraz za talerzem roboczym Spirita – zauważa Grzegorz Majewski.


Po testach wybór padł na siewnik Claydon M3F Evolution o szerokości roboczej 3 m, który miał kilka przewag. Po pierwsze, to niskie zapotrzebowanie na moc. Na testach pracował z ciągnikiem o mocy 215 KM, co wystarczało do pracy na pagórkowatych polach gospodarstwa. Po drugie, to maszyna do minimalistycznej uprawy, w której ząb o szerokości zaledwie 2 cm tylko glebę nacina. W miejscu tym na głębokość uprawy aplikowany jest nawóz. Ten wąsko nacięty pas gleby jest jednocześnie elementem prowadzącym w pasie siewu, czyli z czasem ukorzeniania się roślin. Trzecim wyróżnikiem siewnika Claydon jest nieugniatanie gleby po wysianiu nasion. Dzięki temu na polu pozostają swoiste kanały drenarskie pozwalające napowietrzać ziemię i gromadzić w niej wodę. Z drugiej strony zachowany zostaje naturalny kapilarny podsiąk wody w glebie. Każda uprawa odcinająca glebę lemieszem, nawet jego mniejszymi wersjami przy dłutach, powoduje zaburzenie tego procesu. Powodem jest powstawanie w przekroju gleby warstwy zagęszczonej.

– Praktykuję siew rzepaku tymi samymi redlicami, które producent poleca do zbóż. Mogę sobie na to pozwolić, bo nasiono trafia w niewzruszoną warstwę gleby, po dwóch stronach nacięcia wykonanego wąskim zębem uprawowym. Istnieją tam idealne warunki do naturalnego podsiąku kapilarnego wody, co pozwala zasiać nasiona rzepaku nawet głębiej niż zalecany 1 cm. Bezproblemowo wzejdą również z głębokości 2 cm. Pomaga w tym brak ugniatania gleby po wysianiu nasion. Z tyłu siewnika pracuje tylko sekcja włóki łapowej i brony posiewnej. Nie ugniatają one gleby, tylko ją wyrównują. Dzięki temu nawet po ulewnym deszczu, który spadnie po siewie, na powierzchni gleby nie powstaje skorupa. Pomaga w tym warstwa mulczu charakterystycznego dla uprawy bezorkowej, która zalega na powierzchni pola. Sprawdziłem to w praktyce rolniczej przez dwa ostatnie sezony i nie muszę montować specjalnych redlic do drobnych nasion. Rzepak sieję redlicami zbożowymi i wychodzi to bardzo dobrze. Zaletą tego wyboru jest również zwiększenie odległości pomiędzy nasionami w rzędzie. Moim zdaniem to lepsze rozwiązanie niż wymiana redlic siewnych na dedykowane do rzepaku, bo wtedy odległość w rzędzie pomiędzy roślinami jest mniejsza i bardziej ze sobą konkurują – zapewnia Grzegorz Majewski
Rolnik już w pierwszym sezonie siewnikiem Claydon M3F Evolution obsiał blisko 700 ha (grunty własne, dzierżawy i usługi). Jak na maszynę o szerokości roboczej 3 m, to świetny wynik. Pod rzepak uprawiał na
25 cm, a pod zboża na 20 cm. Siew odbywał się z prędkością 11 km/h, a ciągnik przeznaczony do tego zadania miał moc 260 KM. Praca odbywała się na polach bardzo mozaikowatych i pagórkowatych.

Zgrzebło zaraz za kombajnem
W gospodarstwie znajdującym się w miejscowości Krasin podejście do uprawy bezorkowej postrzegane jest całościowo. W 2021 r. z jej powodu wymieniono kombajn na taki, który ma rozrzutnik plew. To John Deere T660, który dodatkowo ma zwiększoną liczbę noży w szarpaczu słomy. Pozwala to pozostawić na polu dobrze pociętą słomę, co ułatwia jej rozkład i dalsze zabiegi uprawowe. Pierwszym z nich jest przejazd 7,5-metrową broną palcową Claydon, czyli pięciorzędowym zgrzebłem.
– Po przejeździe kombajnu najważniejszy jest czas wykonania pierwszego zabiegu uprawowego, który pobudzi chwasty i samosiewy do skiełkowania. Praktykuję wykonanie go w maksymalnie 24 godziny po zbiorze, a najlepiej tego samego dnia, aby zdążyć przed wyparowaniem wody. Narzędziem idealnym do tej pracy jest brona palcowa, która w cuglach wygrywa z broną talerzową. Zauważyłem, że nawet bardzo płytkie zerwanie ścierniska po rzepaku za pomocą Carriera z talerzami falistymi do uprawy ultrapłytkiej, nie przyniesie tak dobrego efektu jak przejazd zgrzebłem. Różnica na jego korzyść powoduje skiełkowanie nawet o 100% większej liczby nasion chwastów – zauważa Grzegorz Majewski.

Imponująca jest również różnica w wydajności pracy. – Ostatnio zaczęliśmy uprawiać o godz. dziesiątej rano i skończyliśmy o czwartej nad ranem. Przez tych blisko 18 godzin ciągnik zagregowany ze zgrzebłem 7,5-metrowym, pracując z prędkością dochodzącą do 20 km/h, obrobił 160 ha, a talerzówka 5-metrowa 60 ha. Zużycie paliwa podczas pracy ze zgrzebłem wynosiło 2 l/ha, a z talerzówką 5 l/ha – podaje Grzegorz Majewski.
Po pierwszym przejeździe broną palcową zawsze wykonywany jest przynajmniej jeszcze jeden lub dwa kolejne. Maksymalny odstęp czasu wynosi 14 dni, ale jak warunki do wschodów są sprzyjające, to uprawa ta jest przyspieszona. Najważniejsze, aby nie dopuścić do nadmiernego wzrostu chwastów, bo można je skutecznie zniszczyć tylko w fazie siewek. – Nawet jak nie widać tego na polu, to nowe nasiona chwastów są już skiełkowane i należy je jak najszybciej zniszczyć. Warto to zrobić tyle razy, na ile czas pozwoli. Jak udaje mi się przejechać po polu zgrzebłem trzykrotnie, to niszczę mechanicznie dużo chwastów. Brona palcowa o szerokości roboczej 7,5 metra pracuje z ciągnikiem 260-konnym i wbrew pozorom to świetne połączenie. Uzyskuję zużycie paliwa na hektar wynoszące 2 litry. Nawet trzykrotny przejazd oznacza koszt zaledwie 6 l/ha. Dodając do tego zużycie paliwa przez siewnik Claydon na poziomie 12-13 l/ha, mieszczę się poniżej 20 l/ha – podkreśla Grzegorz Majewski.


Rolnik od roku 2025 prowadzi swoje gospodarstwo w ramach zasad rolnictwa regeneratywnego, czyli m.in. z dużą ilością poplonów. Przynosi to efekty związane z polepszeniem żyzności gleby. Przykładem tego jest tzw. test szpadla, który polega na wykopaniu grudy gleby o objętości „sztych na sztych”. W roku 2025 zawierała ona 16-20 dżdżownic. Właściwy kierunek uprawy gleby potwierdzają również odkrywki glebowe na głębokości 1,4 m. W profilu nie widać warstwy zagęszczonej i przejścia pomiędzy strefami są łagodne. Ślady po dżdżownicach zostały znalezione na głębokości 1,2 m, a korzenie sięgały do 1,4 m.
– Przejście na uprawę bezorkową buduje również tzw. fundament gleby. Niewzruszone pasy przekładają się na zwiększenie jej nośności. Najlepszym tego przykładem był tegoroczny wysiew nawozów azotowych. Bez przymrozku wjechałem na pola pierwszy w okolicy. Do technologii Claydon Opti-Till przekonał się również mój – początkowo sceptyczny – tata. Powiedział: „Ta uprawa to jednak ma sens, napadało tego deszczu, wszędzie na polach stoją kałuże, a u ciebie już woda wsiąknęła.” – cytuje Grzegorz Majewski.

Rolnik od wiosny 2026 r. pracuje siewnikiem 4-metrowym Claydon Evolution M4 ze zbiornikiem przednim. Wcześniejszy model 3-metrowy oddał w rozliczeniu. Poza gabarytami zasada budowy i pracy tych maszyn jest identyczna. Najpierw w glebie pracują wąskie dłuta rozstawione co 33,3 cm, z możliwością podania nawozu na głębokość uprawy. W liniach dłut zamontowane są redlice wysiewające, które mogą posiadać różne końcówki. Gęsiostópka o szerokości 18 cm posiada po bokach otwory pozwalające na wysiew w tych miejscach nasion, czyli trafiają one obok szczeliny wykonanej wcześniej przez wąskie dłuto. Dostępne są również inne redlice siewne dedykowane dla konkretnych rodzajów nasion. Poza wspominanymi dla nasion drobnych, których akurat rolnik nie używa, dostępne są ich wersje dla nasion dużych roślin motylkowych.
– W końcu mogę siać bobik na zalecane 8-10 cm głębokości. Siewnik Claydon doceniają również okoliczni rolnicy, u których wykonuję usługi. Jak raz spróbowali, to wracają i są bardzo zadowoleni. Choć to siewnik do uprawy pasowej, to zdarza mi się nim siać usługowo po orce i tam również sobie radzi. Obecnie rocznie pracuję na powierzchni ok. 800 ha – podkreśla Grzegorz Majewski.

Maszyna ma zbiornik jednokomorowy o pojemności 1910 l, co pozwala wsypać do niego 1500 kg nasion pszenicy. Przy dawce wysiewu 120-130 kg/ha wystarcza to na 11-12 ha pola. Nawóz magazynowany jest w jednokomorowym zbiorniku przednim o pojemności 2750 l. Granule transportowane są w strumieniu powietrza do dłut, gdzie trafiają do gleby na głębokość uprawy. Z zestawem tym pracuje ciągnik o mocy 340 KM. Na polach płaskich wystarczyłoby 250 KM, ale na pagórkowatych wokół Kanału Elbląskiego potrzebny jest spory zapas mocy.
– Wybrałem siewnik zawieszany z powodu jego mniejszej masy. Dzięki temu mogę przejechać przez mokre fragmenty pola i pracować dalej. W takich warunkach maszyna przyczepiana nie dałaby rady. Jesienią zeszłego roku ja pracowałem siewnikiem Claydon, a ciężkie siewniki do uprawy pasowej innych producentów musiały czekać – wspomina Grzegorz Majewski.
Claydon Opti-Till to system techniki siewu pasowego, który powstał w gospodarstwie rolnym w Anglii. Jest rozwijany od roku 2000 i w tym czasie przeszedł kilka ulepszeń. Obecnie w palecie produktowej Claydon oprócz siewników zawieszanych i ciąganych znajduje się kilka maszyn wspierających technologię stworzoną przez rolnika Jeffa Claydona. W roku 2009 wprowadzono siewniki z podsiewem nawozu, którego sposób aplikacji doskonalony był w kolejnych latach. Natomiast w roku 2010 przyszedł czas na tzw. higienizację pól, czyli minimalistyczny sposób ich uprawy pożniwnej. Powstało zgrzebło, którego zalet nie sposób przecenić. Kolejnymi narzędziami, które wzbogaciły ofertę marki Claydon, zostały kultywator łopatkowy z nożami tnącymi oraz głębosz jednołapowy do pracy na głębokości do 60 cm. W 2018 r. powstał pielnik do mechanicznego zwalczania chwastów, który może być zamontowany z tyłu lub z przodu ciągnika. Od 2024 r. dostępny jest siewnik ze zbiornikiem przednim, który podzielony jest na dwie części.

Technologię Claydon Opti-Till w kilku zdaniach podsumowuje Dariusz Fedyniak, specjalista od uprawy pasowej w firmie Agro-Sieć Maszyny: – Glebę należy otworzyć, rozerwać i spulchnić bez jej odwracania, wprowadzić nasiona i resztę zostawić naturze. Wyeliminowanie ugniatania gleby w pasach siewu pozwala wodzie swobodnie wnikać w glebę. Nie spływa ona po powierzchni, tylko w nią wsiąka w pasach siewu – wyjaśnia Dariusz Fedyniak.
Artykuł ukazał się w czasopiśmie branżowym SPICHLERZ, wydanie kwiecień-lipiec 2026,
wydawca Agro-Sieć Maszyny