
Rolnik otrzymuje dofinansowanie do zakupu maszyny, więc jest największym beneficjentem takiego działania. W teorii tak, w praktyce niekoniecznie. Prześledźmy razem sytuację z wyceną kombajnu zbożowego, z którą miałem ostatnio styczność.
Czytaj dalej
Kilka miesięcy temu, gdy na horyzoncie widać było pojawienie się programu pozwalającego na dofinansowanie zakupu maszyny do zbioru. Postanowiłem więc przekalkulować, czy mi się to będzie opłacało.
Teoretycznie spełniałem wymagania, zebrałem grupę trzech rolników, więc uznałem, że może to być dobra okazja do wymiany wysłużonego już kombajnu.
Biorę więc telefon i dzwonię do znajomego sprzedawcy. Dostaję zapewnienie, że ofertę otrzymam niebawem. Minęło kilka dni, przypominam się SMS-em, jednak do dnia dzisiejszego dealer nie miał czasu, by taką ofertę handlową przygotować. Cóż, zdarza się najlepszym.
podrożały przez weekend dwa modele kombajnów, które konfigurowałem.
Na szczęście dużo większym profesjonalizmem wykazał się inny dealer. Umówiliśmy się na rozmowę. Kolejnego dnia przez około godzinę telefonicznie konfigurowaliśmy interesujące mnie maszyny. Przeszliśmy przez każdy, najmniejszy szczegół, łącznie z uwzględnieniem rodzaju dywanika wewnątrz kabiny. Definitywnie zrobiliśmy to dokładnie. Tak przynajmniej myślałem.
Uzyskałem pożądane przeze mnie kwoty – mniejszy model kombajnu został wyceniony na 1,05 mln zł netto, a większy na 1,28 mln zł netto. Przez cały weekend zająłem się więc liczeniem. Czy przy założonej dotacji taka inwestycja naszej grupie rolników się w ogóle opłaci.
Razem doszliśmy do wniosku, że choć to bardzo duża kwota z perspektywy średniej wielkości gospodarstw, to chyba podejmiemy rękawicę i spróbujemy swoich sił przy zakupie.
Do dalszych działań w sprawie wniosku potrzebowałem oferty z pełną listą wyposażenia, więc poprosiłem o to sprzedawcę. Bardzo szybko otrzymałem odpowiedź i przejrzawszy dokumenty oczom swoim nie wierzyłem.
Cena mniejszego kombajnu wynosiła 1,1 mln zł netto, a większego 1,45 mln zł netto. O mało nie spadłem z krzesła. Natychmiast zapytałem sprzedawcy, jakim sposobem mniejszy kombajn podrożał o 50 tys. zł netto przez weekend, a ten większy aż o 170 tys. zł?!

W odpowiedzi usłyszałem, że przy wstępnej wycenie omyłkowo zastosowano zbyt wysokie rabaty i po ponownym przeliczeniu zgodnie z obowiązującą polityką cenową została nadana nowa cena.
W moim odczuciu takie praktyki to jawne działanie na szkodę rolników. Być może producentom i dealerom przyświeca myśl, że skoro i tak dostaniemy dofinansowanie, to nawet nie zauważymy, że ceny zostały sztucznie podniesione. Nie jest to przecież pierwsza sytuacja, gdy tuż po zakończeniu naborów, ceny niektórych maszyn i urządzeń rolniczych spadają nawet o kilkadziesiąt procent.
Powyższa historia spowodowała, że definitywnie porzuciliśmy pomysł wspólnego zakupu kombajnu. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy brać na siebie tak dużych zobowiązań, by otrzymać wsparcie na zakup kombajnu w celowo zawyżonej cenie.
No więc dla kogo w istocie są dotacje na zakup maszyn i urządzeń rolniczych? Dla rolników, czy może dla producentów i dystrybutorów sprzętu? Pytanie pozostawiam otwarte.
Autor: Tomasz Kuchta,
dziennikarz TRAKTOR24.pl
oraz rolnik oceniający maszyny rolnicze
z praktycznego punktu widzenia