Rolnik wydał 33 tys. zł na wyposażenie kombajnu, które nie zwiększa wydajności, nie obniża spalania i nie poprawia jakości omłotu. Dlaczego więc uznał tę inwestycję za jedną z najważniejszych? Odpowiedź kryje się w ryzyku, którego nie da się przewidzieć.
Piotr Kowalczyk od dwóch sezonów pracuje kombajnem Claas Trion 530. Maszyna wykonuje około 800 ha zbiorów rocznie, głównie w usługach. Jak podkreśla rolnik, do samego kombajnu nie ma zastrzeżeń – jest zadowolony z jego wydajności i parametrów pracy. Przed rozpoczęciem kolejnego sezonu zdecydował się jednak na nietypowe doposażenie. W maszynie zamontowano automatyczny system przeciwpożarowy Fogmaker, którego zadaniem nie jest zwiększenie wydajności, lecz ochrona kombajnu przed skutkami pożaru.

Wartość kombajnu była ważniejsza niż koszt systemu
Piotr Kowalczyk nie ukrywa, że podobny system zamontowałby praktycznie w każdym nowoczesnym kombajnie, niezależnie od marki. Nie jest to więc reakcja na obawy dotyczące konkretnego modelu czy producenta. Zdaniem rolnika współczesne kombajny pracują w bardzo trudnych warunkach – wysokiej temperaturze, dużym zapyleniu oraz w obecności ogromnej ilości suchego materiału roślinnego.

W takich warunkach wystarczy niewielkie zarzewie ognia, aby sytuacja w ciągu kilku minut wymknęła się spod kontroli. – To jest droga inwestycja dla mnie. Przeszło milion złotych kosztuje taki sprzęt. Warunki, w jakich pracuję, są bardzo trudne – wysoka temperatura i kurz. O pożar nie jest trudno – podkreśla właściciel kombajnu. Dla niego wydatek około 33 tys. zł stanowi niewielki procent wartości maszyny, a jednocześnie może uchronić ją przed całkowitym zniszczeniem.
Jak działa system Fogmaker?
System Fogmaker nie zapobiega powstaniu pożaru. Jego zadaniem jest jak najszybsze wykrycie zagrożenia i ograniczenie jego skutków. Przez komorę silnika oraz pozostałe najbardziej narażone miejsca poprowadzony jest specjalny przewód detekcyjny. Jeżeli w dowolnym punkcie temperatura osiągnie około 150°C, przewód ulega rozszczelnieniu. Powoduje to spadek ciśnienia i automatyczne uruchomienie całego układu gaśniczego.

Zbiorniki ze środkiem gaśniczym znajdują się na kombajnie pod ciśnieniem około 100 barów. Po uruchomieniu systemu ciecz trafia do rozmieszczonych w maszynie dysz, które rozpylają ją w postaci bardzo drobnej mgły wodnej. Dzięki ogromnemu rozdrobnieniu krople błyskawicznie odparowują, odbierając ciepło i jednocześnie ograniczając dostęp tlenu do źródła ognia. To właśnie stąd pochodzi nazwa Fogmaker – od angielskiego słowa fog, czyli mgła. Operator może również uruchomić system ręcznie za pomocą przycisku znajdującego się w kabinie, jeśli wcześniej zauważy dym lub inne oznaki pożaru.

Nie tylko system. Liczy się cała prewencja przeciwpożarowa
Montaż automatycznego systemu gaśniczego nie oznacza, że operator może zapomnieć o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Podczas żniw kombajn powinien być regularnie czyszczony z kurzu, plew oraz resztek słomy gromadzących się w okolicach silnika i elementów napędu. Niezbędnym wyposażeniem pozostają również sprawne gaśnice, które pozwalają szybko zareagować przy niewielkim zarzewiu ognia. Coraz częściej spotykaną praktyką jest także pozostawienie w pobliżu pracującego kombajnu ciągnika z broną talerzową lub kultywatorem.

Jeżeli zapali się ściernisko, operator drugiej maszyny może błyskawicznie odciąć pas płonącej roślinności od reszty pola. Takie działanie często pozwala ograniczyć rozprzestrzenianie się ognia jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej. To właśnie połączenie codziennej kontroli maszyny, odpowiedniego przygotowania do pracy oraz nowoczesnych systemów zabezpieczających daje największe szanse na uniknięcie kosztownych strat.
Spokój zamiast dodatkowych hektarów
Choć inwestycja w system Fogmaker nie poprawia parametrów pracy kombajnu, dla Piotra Kowalczyka jej wartość jest oczywista. Nie chodzi o większą wydajność czy niższe spalanie, ale o ograniczenie ryzyka utraty maszyny wartej ponad milion złotych oraz uniknięcie przestojów w najgorętszym okresie sezonu. Jak przyznaje rolnik, chciałby, aby podobne rozwiązania były w przyszłości uwzględniane przez ubezpieczycieli. Niższa składka autocasco za montaż systemu przeciwpożarowego mogłaby przekonać kolejnych właścicieli kombajnów do takiej inwestycji. Już dziś jednak wielu użytkowników dochodzi do podobnego wniosku – przy wartości współczesnych maszyn koszt dodatkowego zabezpieczenia stanowi niewielki wydatek, jeśli może uratować cały kombajn przed zniszczeniem.







