
Uprawa bezorkowa całopowierzchniowa stale zyskuje kolejnych entuzjastów. Jednocześnie obserwuje się dalsze upraszczanie technologii upraw wśród których prym wiedzie strip-till. Ewenementem wciąż pozostaje technologia no-till, a więc bez jakiejkolwiek uprawy. Postanowiliśmy sprawdzić ją w naszych warunkach przy siewie kukurydzy.
Czytaj dalej
W naszym gospodarstwie całkowicie zaniechaliśmy orki przeszło 6 lat temu. Wówczas pług zamieniliśmy na kultywator 3-belkowy i właściwie z dnia na dzień obserwowaliśmy korzyści tej decyzji. Z czasem jednak zaczęliśmy zauważać, że uprawa całopowierzchniowa ma też swoje wady, a główną z nich jest mocne mieszanie resztek pożniwnych, przez co mała część z nich zostaje na powierzchni gleby.
Z tego powodu zaczęliśmy prowadzić różne warianty uprawy bezorkowej – był rzepak siany w technologii strip-till, był siew pszenicy po rzepaku bez głębokiej uprawy – jedynie po dwukrotnej uprawie broną talerzową, było też zastępowanie 3-belkowca głęboszem.
Chcąc mieć pełny obraz różnych technologii postanowiliśmy na własnej skórze doświadczyć uprawy zerowej. Tak zrodziła się myśl przeprowadzenia tego eksperymentu.
Po zbiorze pszenicy ozimej wykonaliśmy uprawę broną talerzową, a po skiełkowaniu samosiewów przeprowadziliśmy przejazd kultywatorem bezorkowym na głębokość ok. 27 cm. Zaraz po tym zasialiśmy mieszankę poplonową, w skład której wchodziły facelia, groch, wyka, gryka, łubin oraz słonecznik.

Poplon ten początkowo wyglądał słabo ze względu na deficyt opadów, jednak do końca sezonu wegetacyjnego wyrósł okazale, a zdecydowanie największą masę zbudowała facelia. To też pokazuje, jak ważne jest dobieranie mieszanek wielogatunkowych, gdzie dajemy sobie większą szansę na wstrzelenie się danej rośliny w optymalne dla niej warunki.
Poplon w tej formie został pozostawiony na całą zimę, a jego przemarznięcie obserwowaliśmy dopiero w grudniu.
Chcąc zachować jak najwięcej wody opadowej, pod koniec marca br. zdecydowaliśmy się wykonać zabieg herbicydem totalnym. Na polu bowiem pojawiło się sporo samosiewów rzepaku, które gdyby nie zostały zniszczone, wyciągnęłyby sporo wody, a dodatkowo urosłyby do sporych rozmiarów.
Zabieg popularnym glifosatem dał nam całkowicie czyste pole, a przemarznięty poplon miał zadbać o zmniejszenie parowania, czy ograniczenie erozji wietrznej. Niestety przejazd opryskiwaczem zostawił za sobą ślady na polu, co było już nie do naprawienia w technologii no-till.

Wiedząc, że wysiewane wiosną nawozy – zarówno wieloskładnikowe, jak i azotowe nie zostaną wymieszane z glebą, postanowiliśmy wysiać je wcześniej, by jakiekolwiek opady mogły je choć trochę wpłukać w profil glebowy. Z pewnością ten aspekt uważamy na ten moment za największy problem w całym doświadczeniu.
Przechodząc do siewu wszystkie nasze pola potraktowaliśmy kompaktorem, wyjątkiem było jedynie poletko eksperymentalne z no-tillem, gdzie uprawy tej nie wykonaliśmy.

Siew został przeprowadzony siewnikiem punktowym Gaspardo Maga oczywiście z redlicami talerzowymi – zarówno nawozowymi, jak i nasiennymi. To zupełna podstawa jeśli myślimy o takich uproszczeniach.
Wraz z nasionami kukurydzy zastosowaliśmy wgłębne nawożenie fosforem na maksymalną głębokość przewidzianą przez producenta – ok. 8-10 cm.
Prawdziwym szokiem był dla nas moment siewu. Okazało się bowiem, że całe pole, na którym do niedawna rósł poplon, posiadało widoczne zasoby wody, co nie występowało na polach, uprawionych jesienią poprzedniego roku. W związku z tym, że część pola była uprawiona zaledwie dzień przed siewem, nie widzieliśmy większej różnicy w wilgotności gleby między naszym eksperymentem z no-tillem.
Magicznym widokiem był jednak niemal całkowity brak kurzu za siewnikiem, co było ewenementem w tym sezonie, w którym od stycznia do maja spadło zaledwie 50 l deszczu na metr kwadratowy.

Wydaje nam się jednocześnie, że poletko nieuprawione wiosną będzie lepiej magazynowało wodę, niż fragment uprawiony kompaktorem, co może okazać się kluczowe przy deficycie opadów.
Wykonując płytką uprawę agregatem z podcinaczami zlikwidowaliśmy mechanicznie wszystkie chwasty, zostawiając za sobą czyste pole. Fragment bez uprawy jest aktualnie zdecydowanie mocniej zachwaszczony. Pewnie należałoby go potraktować glifosatem w momencie siewu, aby rośliny nie podkradały wody naszej kukurydzy. Chwasty zostaną jednak zniszczone dopiero, gdy całe pole zostanie opryskane herbicydem.

Mówiąc o kukurydzy często porusza się temat odpowiedniego napowietrzenia i spulchnienia gleby, by jej korzenie mogły się swobodnie rozwijać. Z tego powodu niektórzy rolnicy są zwolennikami wykonywania głębokiej uprawy wiosną.
Postanowiliśmy więc sprawdzić, na jakiej głębokości gleby pojawi się warstwa zagęszczona. Okazało się, że nasz penetrometr bez problemu zagłębiał się do 60, a nawet 70 cm i to zarówno na polu uprawionym wiosną, jak i nieuprawionym. Oznacza to, że nawet bez uprawy rośliny kukurydzy mają dobre warunki do rozwijania korzenia.
W następnych miesiącach będziemy prowadzić dalsze obserwacje naszej eksperymentalnej plantacji, a wszelkie wnioski z pewnością tutaj zaprezentujemy.
Autor: Tomasz Kuchta,
dziennikarz TRAKTOR24.pl
oraz rolnik oceniający maszyny rolnicze
z praktycznego punktu widzenia


